your movie guide

Wszystkie tytuły Sorrentino

Paolo Sorrentino, z pochodzenia neapolitańczyk, po raz kolejny zmierzył się z Rzymem. Wcześniej, w Boskim, opowiedział o włoskiej polityce prowadzonej przez pierwszego premiera Italii pochodzącego z Rzymu, a w Wielkim pięknie pokazał pustkę słodkiego życia Wiecznego Miasta. Do zakończenia opisu stolicy Włoch pozostało mu jedynie uważniejsze spojrzenie na Watykan, bez którego każdy obraz Rzymu byłby niepełny. Rozumieli to jego wielcy poprzednicy. Nie bez powodu Federico Fellini do swojego Rzymu z 1972 r. włączył scenę mody kościelnej. Marco Ferreri poświęcił Watykanowi Audiencję, zaś Nanni Moretti przyglądał się instytucji papiestwa w Habemus papam. Ścieżką wytyczoną przez tych reżyserów podążył Sorrentino. Zgodnie z duchem czasów zdradził kino na rzecz telewizji, ale nie porzucił swoich ulubionych motywów.

Młodość

Podstawową kwestią, którą trzeba się zająć przy pisaniu o Młodym papieżu jest tytuł. I bynajmniej nie chodzi o takie subtelności jak rodzajnik określony w angielskiej i nieokreślony we włoskiej wersji tytułu. Do rozstrzygnięcia pozostaje sprawa ważniejsza, czy papież naprawdę jest czy nie jest młody. Metrykalnie, jak na dzisiejsze standardy, na pewno. Jude Law, odtwórca głównej roli, ze swoimi 43 latami w porównaniu z papieżami ostatniego stulecia jest młodzieniaszkiem. Jednak to kwestia perspektywy, mierząc go z Janem XII, wybranym na Stolicę Piotrową w wieku 18 lat, można stwierdzić, że jest człowiekiem wiekowym.

Ważniejsze od metryki pozostaje zachowanie, a tu papież Pius XIII jak na swój wiek zaskakuje. Wybrany jako człowiek kompromisu między tradycjonalistami a progresywistami nie spełnia pokładanych w nim nadziei i podważa status quo. Nie jest po prostu tradycjonalistą, jego poglądy w czasach po ostatnim soborze są wręcz reakcyjne. Pius XIII to człowiek bardzo młody, ale młodością sprzed soboru watykańskiego drugiego. To władca i namiestnik Chrystusa, a nie duchowy lider w nowoczesnym sensie. Korzysta z władzy, którą otrzymał i za nic ma samoograniczenia, jakie nałożyli na siebie jego przeciwnicy. Młodemu papieżowi raczej bliżej do Kaliguli, pokazującego na każdym kroku swoją nieograniczoną potęgę, niż do starszych panów próbujących dobrze wyglądać przed kamerami i starających się prowadzić światową politykę miłości. Młodość Piusa XIII przejawia się w buncie, odrzuca rzeczywistość i przemodelowuje ją na nowo, za wzorzec biorąc Kościół w czasach jego politycznej świetności.

Wielkie piękno

Obok Piusa XIII równoprawnym głównym bohaterem jest Watykan.To ile uwagi Sorrentino poświęca miejscu sprawia, że widz ma wrażenie, iż tytułowy młody papież po prostu dostosowuje się do narracji narzucanej przez Pałac Apostolski, Bazylikę Świętego Piotra i Ogrody Watykańskie. Na takiej samej zasadzie, na jakiej papież Franciszek odrzucił tę opowieść o ziemskiej władzy pozostając w Domu Świętej Marty. O ile w Rzymie Wielkiego piękna można było obejrzeć dekadenckie piękno upadku, to serial współprodukowany przez HBO pokazuje architekturę żywej władzy. Zarówno tę z kamienia, jak i ludzką.

Można patrzeć na Młodego papieża jak na traktat proksemiczny. Przestrzeń znacząco wpływa na zachowanie ludzi. Innym człowiekiem jest Pius XIII w potędze swojego gabinetu, gdzie poza papieżem zwykle znajduje się jego asystent, kardynał Sekretarz Stanu i Wenus z Willendorfu (sic!), innym przechadzając się po Ogrodach Watykańskich, w których pozwala sobie na dużo swobodniejsze rozmowy. Dotyczy to wszystkich postaci. Każda z nich charakteryzowana jest nie tylko przez swoje czyny i słowa, ale też i miejsce, w którym mieszka i działa. Od tej zasady uczyniono jeden znaczący wyjątek. Jedyną osobą, której działań w żaden sposób nie krępują mury Watykanu jest Sofia (Cecile de France), specjalistka od marketingu. Jej zadaniem jest sprawienie, by Stolica Apostolska zarabiała na papieżu jak najwięcej. Ona jedna nie ma nic wspólnego ze światem barokowych pałaców i renesansowych świątyń. Nic więc dziwnego, że mimo początkowej niechęci, to w niej Pius XIII znajduje jednego ze swoich najważniejszych sojuszników.

Sporo w Młodym papieżu kobiet, które są tym istotniejsze, że nie do końca mieszczą się w sztywnych ramach kucharek i sprzątaczek, jakie narzuca Stolica Apostolska. Obok Sofii bardzo ważną postacią jest siostra Mary (Diane Keaton), dawna wychowawczyni przyszłego papieża. Pozostaje dla niego zastępczą matką, to ona zdeterminowała jego drogę życiową i bez niej pewnie nie zaszedłby tak daleko. Po konklawe Lenny, już jako Pius XIII, czyni ją własną asystentką, co w realiach Watykanu oznacza rzucenie na główny front walki z wszechwładnym kardynałem Sekretarzem Stanu Voiello (Silvio Orlando). Kobiecą trójcę dopełnia Esther (Ludivine Sagnier), żona gwardzisty, z którą papież zaprzyjaźnia się po przyjeździe do Watykanu.

Przyjaciel rodziny

Postać Esther uwypukla wątek rodzinny obecny w Młodym papieżu. Byłby on obecny i bez niej, przez cały czas trwania serialu powracają wspomnienia rodziców, którzy zostawili Lenny'ego w sierocińcu. Kościół jest dla papieża protezą rodziny, niewystarczającą, gdyż cały czas w snach spotyka się z rodzicami. Nie jest też pozbawiony marzeń o ojcostwie. Kiedy Esther zachodzi w ciążę traktuje dziecko jak własne, mimo że rzecz jasna do fizycznego zbliżenia między papieżem a Esther nie dochodzi. Ich relacja nie jest seksualna, ale jak na standardy Stolicy Apostolskiej pozostaje skandaliczna.

To właśnie rodzinne życie Esther pozwala Piusowi XIII przełamać potęgę watykańskich murów i powoli zacząć wychodzić z roli odległego władcy, w jaką wszedł na początku pontyfikatu. W domu klasy średniej tiara i lektyka okazują się wysoce niestosowne. To jedyna normalna rodzina, z którą styka się papież, świat Kościoła jest pełen dziwacznych form zastępczych. Wszechwładny kardynał Voiello opiekuje się niepełnosprawnym chłopcem. Siostra Mary traktuje swoich wychowanków jak własne dzieci. Pojawiają się też kościelne instytucje opiekuńcze, niekiedy niezbyt dobrze funkcjonujące, ale zawsze zdominowane przez kobiety.

Boski

Jedną z najistotniejszych kwestii, które podejmuje Młody papież jest pytanie o cel istnienia Kościoła. Pius XIII nie godzi się na sytuację, w której ma być zwierzchnikiem instytucji quasi dobroczynnej, mającej za zadanie pomaganie ludziom i mówienie im tego, co chcą usłyszeć. Przynajmniej tak długo, jak watykański bank pozostaje na plusie i interes się kręci. Papież nie chce wielkiej wspólnoty wątpiących, woli mniejszą grupę naprawdę wiernych. Zauważa, że Kościół jest dla Boga, a nie dla ludzi.

Koncepcja Boga zaproponowana przez Sorrentino to typowa dla katolicyzmu wielka Tajemnica. Tak naprawdę Młodym papieżem rządzi zasada nieoznaczoności. Mimo że widzimy prawdziwe cuda nie wiemy czy Najwyższy istnieje. Papież ma wątpliwości, nawet jeżeli widzi działanie Boga w świecie. Rozumie, że jego urząd i sama instytucja, którą kieruje jest jedynie próbą przykrycia boskiego milczenia niezbędnym hałasem. Reżyser Wielkiego piękna wie, że może jedynie zadawać pytania, ale nigdy udzielać odpowiedzi. Zawsze dba przy tym, by ukrywać poważne tematy w karnawałowym odwróceniu i barokowym przepychu.

Skutki miłości

Miło jest dawać się zwodzić wizualnemu i tematycznemu nadmiarowi, jaki serwuje Sorrentino. Warto jednak sobie zadać pytanie - po co to wszystko? Siła i słabość Młodego papieża polega na tym, że odpowiedź brzmi, po nic. Ten serial jest wyrazem miłości do takiego kina, jakie tworzył Federico Fellini. O ile w wypadku Wielkiego piękna można było uważać, że podobieństwa są wyłącznie powierzchowne, to serial ma podobną strukturę. Jest felliniowskim "ogrodem nieplewionym", ale o niespotykanej dotąd powierzchni. Rozciągniętym na dziesięć godzin, w którym można się zagubić i znaleźć rzeczy niespodziewane. Ostatecznie Młody papież okazuje się igraszką powstałą ze szczerej miłości do kina, a obiecywana gwiazda betlejemska, inaczej niż w czołówce serialu, ani nie zwiastuje Zbawiciela, ani nie staje się niszczącym meteorem.

Doczytałem do połowy, ale i tak szacun.

.

Doczytałem do końca. Szacun - tak, oczywiście, ale pozwolę sobie na głos polemiczny.

Błyskotliwa struktura, którą zaproponowałeś, jest bowiem równocześnie siłą, jak i słabością, tego tekstu. Siłą, bo pozwala na zgrabne prowadzenie recenzji. Słabością, bo jest gorsetem, który poprzez tytuły poprzednich filmów Sorrentino, narzuca to o czym piszesz, ale przede wszystkim to, o czym nie piszesz.

Dla mnie siłą i największą wartością tego serialu jest bohater. Pokuszę się o odważną hipotezę, że tytułowy papież jest jedną z najbardziej oryginalnych i nieoczywistych postaci kina, nie tylko ostatnich lat, ale kina w ogóle. Ciekawe, że choć nigdy nie przepadałem za Judem Law i nie jestem radykalnym katolikiem, to młody Pius XIII był dla mnie postacią nie tylko fascynującą, ale też... budzącą sympatię. Jego działania i wybory nie były nigdy oczywiste, mimo że były dość konsekwentne. Kluczowym słowem jest tu chyba "charyzma".

Piszesz, że Sorrentino nie proponuje tu nic ponad zabawę. Z tym argumentem nie tylko nie mogę się zgodzić, ale uważam wręcz, że jest dokładnie odwrotnie. To "Wielkie piękno" było kalką z Felliniego, to "Młodość" jest pretensjonalną błyskotką, natomiast "Młody papież" jest oryginalny i jest o czymś. Wskaż mi inny film ostatnich lat, który
w ramach rozrywkowej formy przemycałby poważną dyskusję na temat istoty wiary, świętości, czy roli Kościoła.

Najbardziej zdumiewa mnie jednak Twój końcowy zarzut - że film jedynie stawia pytania, a nie przedstawia jednoznacznej wizji bądź zbawienia, bądź ataku na Kościół. Naprawdę tego byś chciał? Myślę, że największą siłą "Młodego papieża" jest właśnie ta otwartość na interpretacje, to, że jest, jak to się mówi, "thought-provoking". Jasne, nie jest to naukowa rozprawa teologiczna, ale kto oczekiwałby tego od telewizyjnej produkcji? Jak na ten format, serial oferuje znacznie więcej niż ktokolwiek mógłby oczekiwać.

No a poza tym, z czym akurat nie polemizujesz, to oczywiście - jak zwykle u Sorrentino - kawał fantastycznie zrealizowanego kina.

.

Poszedłem jedną z możliwych ścieżek po tym za dużym ogrodzie. To oczywistość, ale napisałem o tym, co mnie najbardziej w tym serialu interesowało, a jest tu taki nadmiar, że można wybrać jeszcze kilka innych dróg (nie dotarłem jeszcze do tekstu pisanego z perspektywy historii sztuki, bo tu na drugim planie dzieje się dużo w tej sferze, czołówka, dzieła, których tak naprawdę nie ma w Watykanie itd.). Nie będę polemizował z tym, co piszesz o głównym bohaterze, bo się co do zasady zgadzam. Po prostu uznałem, że artykułów skupionych na tym aspekcie powstało wystarczająco wiele. Jeżeli chcecie ode mnie więcej tekstów w rodzaju "streszczenie fabuły, dobre zdjęcia, dobre aktorstwo, zero interpretacji" to powiedzcie, dostosuję się. ;)

Piszę, że chcę odpowiedzi? Piszę, że Sorrentino nie może ich dać, to nie jest równoważne. Chociaż z drugiej strony mam poczucie, że poruszałem się po labiryncie, w którym w ogóle nie ma Minotaura, a nie, że nie można do niego dotrzeć.

.

"Jeżeli chcecie ode mnie więcej tekstów w rodzaju "streszczenie fabuły, dobre zdjęcia, dobre aktorstwo, zero interpretacji" to powiedzcie, dostosuję się. ;)"

Wręcz odwrotnie, dla mnie było właśnie za dużo tego pierwszego, a za mało ostatniego. Tzn, oczywiście w normalnych warunkach taki zarzut nie miałby sensu (bo o interpretacji jest u Ciebie sporo), ale w przypadku akurat tego serialu można dyskutować naprawdę długo.

.

Jednak dobrze, że nie doczytałem do końca.

.

A dla mnie popełniasz jeden zasadniczy bład, zresztą nie tylko w tej recenzji - to jest strasznie serio, a przecież siła "Mlodego papieża" tkwi w humorze, ktory jest tutaj obecny na każdym kroku obok refleksji i to sugeruje już sama czołówka. Jest jeszcze jedna rzecz - bo ta satyra, w dobrym słowa znaczeniu, nie jest łopatologicznym napieprzaniem na pedofilów. zauważ, ze najbardziej wredni księża czy siostry są tutaj ukazani jako ludzie niebywale inteligentni, co jakoś staje w poprzek obiegowym schematom krytyki rodem z Nie.

.

Też prawda. To jest w ogóle bardzo surrealistyczna produkcja.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook