Filmaster

your movie guide

Wszystkie smaki Azji

Dziesiąta, jubileuszowa, edycja Pięciu Smaków dobiegła końca. Festiwal potwierdził swoją pozycję jednej z najlepszych warszawskich imprez filmowych odważnie eksplorując mało znane zakątki kina. W roku małpy filmowa podróż po Azji okazała się jak zwykle ciekawa, ale mimo bogatego programu zabrakło szczerych zachwytów i spektakularnych odkryć.

Kwaśny - Korea Północna

Towarzyszka Kim w przestworzach

Kwaśnym jak kimchi kinofilskim przeżyciem były seanse filmów z Korei Północnej. Co prawda nie udało się sprowadzić słynnej odpowiedzi na Titanica, ale oferowany zestaw był bardzo zacny. Pokazał, co oczywiste, silne zideologizowanie tej kinematografii, ale też przywiązanie do gatunkowych schematów rodem z Hong Kongu lat osiemdziesiątych. Nawet nakręcony w 2013 Mały domek na froncie wyglądał jak żywcem wyjęty z głębin archiwum. Wyjątek stanowiła Towarzyszka Kim w przestworzach, międzynarodowa koprodukcja, która wniosła do obrazu kina Korei Północnej bardziej nowoczesny sznyt. Ciągle było to filtrowanie ideologii dżucze przez kino gatunkowe, tym razem przez niemal hollywoodzką sztampę "od zera do bohatera". Europejski widz w ten koreański sen raczej nie uwierzy, ale jak stwierdził reżyser Nicholas Bonner Towarzyszka... powstała dla miejscowego widza. Właśnie dlatego każdy film z Korei Północnej to ciekawe doświadczenie, jednak więcej w nim było sztubackiej radości z oglądania czegoś niedostępnego, czy wręcz zakazanego, niż dobrego kina.

Gorzki - Nowe Kino Azji

Tharlo

Flagowy okręt festiwalu, czyli konkurs Nowe Kino Azji płynął w tym roku niepewnie. Wspaniałe opisy na stronie Pięciu Smaków sugerowały najlepsze filmy wszechświata. Cóż, wysokie oczekiwania zwykle źle się kończą. Najciekawszą konkursową pozycją okazał się Atak serca znanego i lubianego Nawapola Thamrongrattanarita. To bardzo interesująca komedia romantyczna udatnie włączająca w ten gatunek refleksję o współczesnych stosunkach pracy i ciele w cyfrowym świecie. Szkoda, że nawet autor 36 nie może cały czas wygrywać tego samego festiwalu.

Rozczarował zwycięzca, czyli Dziecko apokalipsy Maria Cornejo. Pomysł na pokazanie mitologii rajskiego Baler, w której skład wchodzi opowieść o nagrywanym tam Czasie apokalipsy Francisa Forda Coppoli, początkowo się sprawdzał, jednak z czasem film wpadł w nieznośną telenowelowość. Trochę jednak rozumiem werdykt jury, z głębin polskiego listopada niejedno serce może wyrywać się do turkusowej wody i błękitnego nieba.

Ciekawszą propozycją był przedstawiciel młodej tybetańskiej kinematografii, Tharlo. Nie bez powodu zdobył przyznawaną po raz pierwszy nagrodę NETPAC. Na pewno nie można mu było odmówić obrazów o dużej sile oddziaływania. Czarno-białe statyczne ujęcia mogą rozkochać w sobie każdego miłośnika slow cinema. Wszystkim nie kochającym aż tak bardzo tego nurtu pozostawało docenienie koncepcji, gdyż Pema Tseden nie tylko nakręcił film polityczny bez mówienia o polityce, ale też stworzył obraz poetycki pokazując codzienność.

Słodki - Sion Sono

Miłość obnażona

Sion Sono to od lat pięciosmakowy bohater, więc decyzja o jego retrospektywie nie powinna zaskakiwać. Z drugiej strony to twórca, dla którego wypuszczenie sześciu produkcji jednego roku nie jest niczym niezwykłym. Tym samym warto przyjrzeć się dokonanej przez organizatorów selekcji. Na pewno rzucało się w oczy to, że mamy do czynienia z jednym arcydziełem, Miłość obnażona to obraz, który można porównywać chyba tylko z Drogą mleczną Luisa Bunuela. Innego tak szalonego filmu religijnego, który bawi i zwodzi przez niemal cztery godziny po prostu nie ma. Tym większe brawa należą się Pięciu Smakom za możliwość obejrzenia Miłości obnażonej na kinowym ekranie.

Ciekawym doświadczeniem było zapoznanie się z początkami twórczości filmowej reżysera Tokyo Tribe. Jego debiut Jestem Sion Sono! to kino wyraźnie nawiązujące do Jeana Cocteau, innego poety-reżysera. Nieco mniej zjadliwa okazała się Scena życia, w której pojawiło się kilka ciekawych motywów np. malowanie linii czy ciągnięcie za sobą różnych przedmiotów, ale była przerażająco trudna do oglądania. Scenę życia polubić mogą jedynie najzagorzalsi zwolennicy nie-filmów, wszak to obraz, który celowo starał się być jak najmniej wizualny, a kiedy to niemożliwe, próbował dostarczać jak najmniej przyjemności.

Nieco przystępniejsze były najnowsze dzieła Sono. O Gwieździe szeptów pisałem już wcześniej, ale warto chociaż pobieżnie skomentować Antyporno. Reżyser skorzystał z zaproszenia studia Nikkatsu do wyreżyserowania jednego z filmów z reaktywowanej serii erotycznych obrazów roman porno. Z gatunkowych ograniczeń zachował jedynie to, nakazujące, by co 10 minut miała miejsce scena seksu. Nie byłoby w tym nic złego, ale Sono opakował swój anty-erotyk w irytującą formę. Zamknięcie akcji praktycznie w jednym miejscu nie było najszczęśliwszym wyborem. Powtórzenie motywu umownej rzeczywistości z Tag w zamkniętej przestrzeni sprawiło, że film stracił na swojej sile, co spotęgowane zostało brakiem wiary w inteligencję widza. Sono się powtarza i nudzi, jakby nie starczyło mu pomysłu nawet na niecałe 80 minut filmu.

Ostry - kino gatunkowe

Trójka

W tym roku Pięcioma Smakami bardziej niż zwykle zawładnęło kino gatunkowe, można je było odnaleźć nawet w konkursie, gdzie zmieściła się i komedia romantyczna (Atak serca) i thriller (Przemiana, Zapis moich zmysłów). Wszystkie prezentowane filmy północnokoreańskie miały wyraźny gatunkowy rys. Nie zabrakło horrorów, z których najciekawszym był Lament w reżyserii Hong-jin Na. To bardzo atrakcyjna summa narracji wykorzystywanych przez rozrywkę Korei Południowej. Mamy tu wszystko - od historii policyjnej, po demony i aluzje historyczne. Ta wybuchowa, szamańska mieszanka działa wyjątkowo skutecznie, czego nie można powiedzieć o Zombie expressie Sang-ho Yeona. Ten film o zombie należał do najnudniejszych pozycji w programie Pięciu Smaków i pokazywany w ramach Korponocy raczej potęgował zmęczenie, niż wyrywał ze snu.

Znalazło się też miejsce na najnowszy film Johnniego To, hongkońskiego mistrza kina akcji. Trójka to kolejna koprodukcja przeznaczona przede wszystkim na rynek chiński. O ile w Kartelu To dobrze wykorzystał pieniądze Chin kontynentalnych, ale pozostał wierny rozwiązaniom formalnym wypracowanym w Hong Kongu, to tym razem postanowił przypodobać się największej widowni świata. A ta przyzwyczajona jest do efekciarstwa, najczęściej zapewnianego przez CGI. Taka była też i Trójka, efekciarska, nieco plastikowa, prowadząca do jednej sceny, wspomaganego komputerem baletu śmierci - trzyminutowej strzelaniny nagranej w jednym ujęciu. Imponujące osiągnięcie techniczne, ale ducha w nim odnaleźć nie można.

Słony - Klasyki

Córka Nilu

Dzięki cyfrowej rekonstrukcji i digitalizacji klasyczne filmy otrzymują nowe życie i po latach znów wracają do festiwalowego obiegu. Z tej tendencji nie wyłamało się i Pięć Smaków pokazując kilka starszych pozycji. Rozpiętość czasowa i geograficzna była spora, najstarszy obraz to Historia Santiego i Viny z 1954 r. (Tajlandia). Niewiele młodszy był jeden z najbardziej popularnych hongkońskich klasyków Nasza siostra Hedy Chinga Doe z 1957 r. Najmłodszy obraz to Salaam Bombay! realistyczna opowieść o dzieciach ulicy autorstwa Miry Nair z 1988 r.

Najbardziej oczekiwanym filmem Odrestaurowanej klasyki była Córka Nilu Hou Hsiao-hsiena. Od dekad był to obraz funkcjonujący w jednej kopii przechowywanej w tajpejskiej filmotece. Niewiele brakowało, by przyćmiony sławą największego filmu twórcy Zabójczyni, Miastem smutku zniknął na dobre. Tak się na szczęście nie stało i widzowie znów mogli obejrzeć pierwszy miejski film Hsiao-hsiena. Był dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po tym reżyserze, piękny wizualnie i spokojnie poprowadzony. Raczej pokazujący niż opowiadający. W sam raz dla wielbicieli subtelnego, wyważonego kina.

Jedynym zarzutem, jaki można postawić sekcji klasycznych filmów jest faktyczny brak klucza. Jeżeli już sięgać do archiwów, to może następnym razem warto pokazać więcej filmów zorganizowanych w wyraźny sposób, tak jak kilka lat temu zaprezentowano warszawskiej publiczności twórczość Hou Hsiao-hsiena. W tym roku we wszystkich sekcjach zabrakło jakiegoś błysku, nowego świeżego nazwiska czy zupełnie nieznanego, ale znakomitego reżysera. Podczas edycji, której patronowała owca czymś takim były wyśmienite obrazy wuxia Kinga Hu, wąż przyniósł twórczość Tetsui Nakashimy. Małpa przyprowadziła zbyt wielu starych znajomych, a za mało świeżego spojrzenia. Może kogut będzie miał więcej szczęścia.

inheracil Krzysztof Osica

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook