Wenecja w sepii
Jan Jakub Kolski jest jednym z najbardziej charakterystycznych polskich reżyserów, jego filmy są znane i, zaryzykuję, lubiane. Znam kilku miłośników jego twórczości, sam uwielbiam Jasminum, więc po obejrzeniu zwiastuna stwierdziłem, że iść muszę.
Film opowiada historię Marka, jedenastoletniego chłopca, pragnącego wyjechać do Wenecji. Nie jest to tylko wycieczka. Pobyt w wodnym mieście ma uczynić z chłopca mężczyznę, jest miejscem do którego jeżdżą dorośli z jego rodziny. Inicjacja jest niemożliwa, wybucha wojna, a Marek przenosi się do podupadłego pałacu ciotki. Błąka się po okolicy, szuka czegoś, co zastąpi mu oczekiwaną z wytęsknieniem podróż.
Kolski nie był by naczelnym magikiem naszego kina gdyby nic na to nie zaradził, piwnicę domu zalewa woda. Pomieszczenie zostaje zmienione, przez całą rodzinę, w zastępczą Wenecję. Ucieczka głównego bohatera w niesamowite nie jest spowodowana uczuciami pozytywnymi, jak np. w "Historii kina w Popielawach", ale jest koniecznością, nie ma innego wyjścia. Jednak nawet taki krok nie jest skuteczny, do piwnicznego karnawału wkracza niemiecka ekipa propagandowa, czyniąc dziecinną zabawę niebezpieczną.
Historia toczy się leniwie, nie ma wartkiej akcji. Sceny fabularne przeplatane są plenerami. O ile początek i rozwinięcie są bardzo dobre, to zakończenie jest urwane, wydaje się być niedopisane. Reżyser okazał potencjał w nietypowej dla siebie scenie, chodzi mi lotniczy atak na polskich żołnierzy. Chyba najlepiej zrealizowany moment filmu, kręcony z ręki, ziarnisty filtr, efektowne wybuchy. Niezwykle widowiskowo i bardzo profesjonalnie.
Formalnie jest to dzieło nienaganne, wybitne zdjęcia Artura Reinharta wznoszą "Wenecję" na wizualne wyżyny. Obraz utrzymany jest w kolorze starych fotografii, dominują brązy i beże. Las i "Wenecja" skąpane są w niesamowitym złotym świetle. W obiektywie tego operatora nawet zwykły las zdaje się być baśniową dżunglą. Tegoroczny festiwal w Gdyni uhonorował zdjęcia i według mnie jest to najbardziej zasłużona nagroda tego roku.
Aktorsko film stoi na wysokim poziomie. Nawet Cielecka, którą, po "Samotności w sieci", staram się omijać jak mogę, pokazała, że grać potrafi. Warto pochwalić to, że aktorzy, przynajmniej ci dorośli, starają się mówić w charakterystyczny sposób znany z przedwojennych filmów. Dbałość o szczegóły jest mocną stroną "Wenecji" na ścianie wiszą wianki ze święcenia, w kuchni stoją weki itd., widać, że dom żyje.
Jeżeli nie zraża was, że historia opowiadana jest we własnym, powolnym rytmie, to jest to film na który powinniście iść. Z wielu powodów, chociażby ze względu na zdjęcia.
umbrin
Dziecko, wojna, fantazja, czyli coś jak "Labirynt fauna" ? . Trzeba zobaczyć nowy film jednego z mistrzów kina polskiego.
habdank
Czyli Kolski wrócił po nieudanej Afonii?
inheracil
Nie oglądałem Afonii, ale nie jest to najlepszy film Kolskiego, oczywiście poza warstwą wizualną, która jest wyśmienita.
Z "Labiryntem fauna" ma niewiele wspólnego, dużo mniej akcji, wydarzenia dzieją się bardzo powoli. Elementy fantastyczne są w "Wenecji" dużo bardziej subtelne. Główny bohater nie jest mocno zarysowany, obraz jest dużo bardziej panoramiczny niż "Labirynt" Scenariuszowo też jest gorzej, urwane zakończenie. Według mnie warto iść, bo w telewizji ten obraz będzie robił dużo mniejsze wrażenie.
Niegłupi i dużo subtelniej przedstawia wojnę niż większość produkcji z ostatnich lat.
Zapomniałem napisać, że "Wenecja" przekonała mnie jak trudno w Polsce robić filmy. Kończą się reklamy, ma zacząć się film, a ty siedzisz i siedzisz patrząc na to ile instytucji wyłożyło kasę żeby ten film mógł powstać.
doktor_pueblo
Po absolutnej porażce, jaką była dla mnie Afonia.. podchodzę do Kolskiego bardzo ostrożnie. I nie jestem pewien, czy dla samych zdjęć zaryzykuję. Poczekam chyba na dalsze opinie Filmasterów, choć zważywszy na to, że z ich ocen wynikało, że ocenię Afonię na 5,7 (a oceniłem na 2) muszę w przypadku Kolskiego brać poprawkę...
lapsus
Zachęciłeś mnie, bo Kolski to przede wszystkim doskonałe pomysły wizualne, to dzięki zdjęciom przenosimy się w magiczny świat jego filmów (np. genialne "Piejo kury, piejo", teledysk Ciechowskiego). Dla mnie "Jańcio to film do kontemplacji obrazu, dlatego tak dużo traci na małym ekranie. Jeszcze ważnym elementem jest dla mnie aktorstwo : Pieczka, Gajos, Saniternik, Linda, Opania. Ale drażnią mnie jego ulubieńcy: Majchrzak i oczywiście Grażynka, nad którą obiecałem sobie już więcej się nie pastwić, bo bez niej nie byłoby filmów Kolskiego. Zatem biorę ją z dobrodziejstwem inwentarza;)
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook