The hills are alive with the sound of music
Artykuł zawiera spoilery!
Postanowiłem nadrobić zaległości filmowe i na pierwszy ogień poszły "Dźwięki muzyki". Zostałem mile zaskoczony. 
„Dźwięki muzyki” są, według Amerykańskiego Instytutu Filmowego, na czwartym miejscu w rankingu najlepszych musicali wszech czasów. Czy słusznie? Nie powiedziałbym, ale filmowym ekspertem nie jestem i powstrzymam się od skomentowania faktu umieszczenia tego filmu wyżej od „Kabaretu”... Kilka moich ulubionych filmów należy do tego gatunku więc postanowiłem sięgnąć po jeden z najbardziej cenionych (na podstawie opinii w internecie).
On- kapitan von Trapp jest zimnym draniem, terroryzującym swoje dzieci, ale tak naprawdę cierpi po utracie żony. Po pierwszej scenie w jego domu byłem gotów wyłączyć film, takie to wszystko przerysowane. Ona- żywiołowa, nowicjuszka przysłana do jego domu by zająć się siódemką jego pociech, które za życiowy cel obrały sobie przepędzanie kolejnych guwernantek. Historia pozornie banalna, ale poprzez umieszczenie jej w konkretnym czasie i miejscu (Austria w obliczu hitlerowskiej aneksji) uzyskano zupełnie nową jakość. Znajdziemy tu kilka scen wyjątkowo kiczowatych. Rekordem jest spotkanie Liesl z ukochanym-listonoszem w altanie. Bardziej przypomina commedię dell’arte niż musical.
Aktorzy radzą sobie bardzo dobrze, zarówno dzieci jak i Christopher Plummer w roli barona, ale prawdziwą gwiazdą jest tutaj Julie Andrews. Idealna do bycia aktorką musicalową. Ładna, naturalna, świetny głos, dziewczęcy wdzięk. Jak tu się nie zachwycać? To ona sprawiła, że dzieło Roberta Wise’a zasługuje na zapamiętanie. Nawet najlepsze piosenki nic nie zdziałają bez odpowiedniego wykonawcy, Andrews sprawdziła się znakomicie. Może i nie są to pieśni o ogromnym znaczeniu, a zręcznie wplecione muzyczne komentarze do sytuacji, ale wypadają znakomicie.
Cały lukier, którego w pierwszej części jest tyle, że można wywozić taczkami jest przełamany w drugiej. Niezwykle sugestywnie została ukazana scena pościgu i co ciekawe została wykorzystana ta sama muzyka, która wcześniej towarzyszyła zabawom dzieci.
Ogromną zaletą tego filmu są plenery. Nie wiedziałem, że Alpy są tak piękne. Żaden film przyrodniczy, czy zdjęcia nie są w stanie ukazać ich z takim wdziękiem. Pejzaż w połączeniu z muzyką jest niesamowity. Salzburg powinien dziękować „Dźwiękom muzyki” za wyśmienitą reklamę, cały czas nie mogę się opędzić od myśli, że powinienem tam pojechać.
„Dźwięki muzyki” są świetnym filmem familijno-muzycznym i zasługują na reklamę, bo w naszym kraju są stosunkowo mało rozpoznawalne, a szkoda. Pozytywna, znowu nie taka banalne historia z dobrymi piosenkami. Owszem ma kilka minusów, ale nic strasznego. Może doczekam się kiedyś czasów, że zamiast „Kevina...” na święta będzie leciał właśnie ten film? Pomarzyć dobra rzecz...


agiwle
Zgadzam się, ze film bardzo dobry; mnie z kolei podobały się początkowe fragmenty (dość oryginalne: niepokorna zakonnica-nowicjuszka ma szlifować swój charakter w najbardziej do tego odpowiednim środowisku, czyli wśród uroczych dzieciaków), ale rozczarowało zakończenie - typowy happy end. Mogło być ciekawiej;) I cały czas miałam wrażenie, że bardzo mocno inspirowano się tutaj Mary Poppins.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook