your movie guide

Pięć smaków: Szepty nieludzi

Sion Sono przyzwyczaił swoich widzów do tego, że swobodnie wykorzystuje gatunki filmowe. Na przestrzeni ostatnich kilku lat zaprezentował musical, monster movie, komedię superbohaterską i horror. Gwiazda szeptów to film science fiction i jak przystało na dobre dzieło tego gatunku nie tylko równie dużo mówi o współczesności i o przyszłości, ale też podważa schematy myślenia o świecie.

Android Yoko Suzuki przemierza kosmos statkiem kosmicznym, którym kieruje sztuczna inteligencja. Jest kurierką, dostarcza międzyplanetarne przesyłki wysyłane przez ludzi. Ta poczta funkcjonuje nawet mimo faktu, że możliwa jest teleportacja. Zadanie dostarczania przesyłek wzięły na siebie maszyny, które się nie starzeją. To one odgrywają dominującą rolę w nowej rzeczywistości, ludzkość znajduje się na skraju wyginięcia, rozproszona żyje na gruzach swojej niegdyś wielkiej cywilizacji. Jednak Gwiazda szeptów, inaczej niż inne filmy postapokaliptyczne pokazuje nie tylko katastrofę, która może nadejść, ale taką, co już się wydarzyła.

Zdjęcia kręcono w miastach otaczających Fukushimę, gdzie doszło do awarii elektrowni atomowej. Rozpadające się budynki, zarośnięte pola, opuszczone sklepy - to nie stylizacja, to bolesna rzeczywistość. Sion Sono nie ogranicza się wyłącznie do zagarnięcia miejsca, włącza do swojej kosmicznej wizji również mieszkańców ewakuowanych terenów. Jedynie odtwórczyni głównej roli, Megumi Kagurazaka, jest profesjonalną aktorką, wszyscy pozostali to naturszczycy. Taki wybór przesuwa Gwiazdę szeptów z bezpiecznych filmowych pozycji w stronę sztuki, w której istotna jest społeczna wartość i zaangażowanie w nią jakiejś konkretnej grupy. To znacząca zmiana w porównaniu z poprzednimi obrazami Sono podejmującymi tematykę Fukushimy, które były filmami bardziej konwencjonalnymi.

Bliski językowi sztuki współczesnej jest też sposób pokazania przedmiotów. Sono nie konstruuje tła dla swojej aktorki, on czyni rzeczy pełnoprawnymi bohaterami. Nie bez powodu lepi statek kosmiczny z różnych, czasami dość niecodziennych, przedmiotów. Sztuczna Inteligencja nie manifestuje się w high-techowej obudowie, a w czymś w rodzaju radia z całkowicie edisonowskimi żarówkami. Taśmowy dyktafon jest sam w sobie tak ważny, że bohaterka dla niego ryzykuje uszkodzenie komputera pokładowego. Zaś kapiący kran to chyba najwyrazistsza postać drugoplanowa. Może przesadą jest stwierdzenie, że twórca Coldfish tworzy kino posthumanistyczne, ale na pewno poświęca temu, co nieożywione bardzo dużo uwagi. Interesują go rzeczy stare, z defektami, niepasujące do czasów, w jakich się znalazły. Pod tym względem Gwieździe szeptów najbliżej do Love & Peace, w którym tematem był los niechcianych zabawek.

Warto też zwrócić uwagę na specyficzny rodzaj artefaktów pojawiających się w filmie, czyli przesyłek. Długo nie wiadomo co znajduje się w paczkach, Przeczytaj spoilery +

ale kiedy następuje moment ich otwarcia okazuje się, że są pozornie nic nie warte. Zawierają ładunek informacji, ale niemożliwy do rozszyfrowania przez nikogo poza adresatem.

Zasadnicza różnica między przesyłkami, a całą resztą rzeczy polega na tym, że ich wartość nie jest samoistna, ujawnia się dopiero w kontakcie z człowiekiem. W świecie zdominowanym przez maszyny wysyłka paczki to rodzaj rozpaczliwej próby odzyskania dominacji nad rzeczami, przywrócenia ludzkiego porządku. Jednym z elementów tego ładu jest upływ czasu. Teleportacja i natychmiastowy przesył to coś właściwego maszynom, wszystko, co ludzkie wymaga czasu.

Tempo filmu doskonale to oddaje. Gwiazda szeptów jest najwolniejszym filmem Sono. Kochający zwroty akcji raczej będą zawiedzeni. Kosmiczna podróż trwa bardzo długo i tak została pokazana. Ciekawym zabiegiem było podzielenie filmu na kolejne dni tygodnia. Obraz przez cały czas trwania zachowuje tę lunarną rachubę, mimo że w kosmosie jest absurdalna. Jednak to bardzo ludzki wynalazek, gęsty od znaczeń mitologicznych. Nie bez znaczenia jest fakt, że w filmie, w którym napisy sporządzono po japońsku nazwy dni tygodnia zapisane zostały po angielsku. W języku, w którym odniesienia mitologiczne są widoczne bardzo wyraźnie.

Sono w filmie o androidzie nie porzuca ludzkich kategorii poznawczych takich jak traktowanie czasu jak przestrzeni i dzielenie go na odcinki czy wyraźne rozróżnienie między przedmiotem a podmiotem (warto zaznaczyć, że ostrość tego podziału jest warunkowana kulturowo). Jednak wyraźnie je tematyzuje i pokazuje, że nie są konieczne dla istot innych niż człowiek. Twórca Miłości obnażonej spróbował spojrzeć oczami nieczłowieka i zauważył, że nie wszystko jest aż tak zwyczajne, jak może się wydawać. Może i nie stworzył filmu równie rozrywkowego co Tokyo Tribe lub Tag, ale jak uczy Billy Wilder: "Nikt nie jest doskonały.". Nawet Sion Sono.

Uważam, że o tym filmie się mimo wszystko lepiej czyta niż się go ogląda. Wszystko to jest dobrze wymyślone, ale mam wrażenie, że obraz broni się bardziej jako koncepcja niż jako film. Po prostu jest on niestety zbyt monotonny (czy też zwyczajnie nudny), żeby chciało mi się o nim myśleć, czy (nie daj Boże!) do niego wracać. Wygląda mi to na w miarę dobrze odrobioną lekcję, która ewidentnie nie porywa.

.

Nie jest to mój ulubiony Sono, ale z tym, że lepiej się o nim czyta niż ogląda to przesada. Na pewno to lepszy obraz niż Shinjuku swan.

.

No ja też nie twierdzę, że jest zły. Ale w ciągu ostatnich dni obejrzałem dwa azjatyckie filmy, które oceniłeś na 8: Służącą i Gwiazdę szeptów. Dla mnie różnica klas między nimi (na rzecz filmu Parka) jest kolosalna.

.

Te filmy łączy jedynie azjatycki rodowód. Jeżeli chodzi o narracyjną atrakcyjność, to Park w tym roku nie ma konkurencji. Zgadzam się, że w "Gwieździe szeptów" ważny jest koncept, ale wykonanie jest z nim spójne. Cenię jedno i drugie, ale też nie będę ukrywał, że byłem bardzo zaskoczony tempem i klimatem "Gwiazdy...". Podobno tokijskiej premierze towarzyszyła wystawa, więc to nie jest tak, że dołożenie temu filmowi kontekstu sztuki współczesnej było wyłącznie moim pomysłem. Może więcej w "Gwieździe..." Sono artysty niż Sono filmowca? Nie wiem czy to dobrze, ale lubię być przez niego zaskakiwany.

.

Mój zarzut wobec "Gwiazdy szeptów" nie dotyczy koncepcji tylko wykonania, W tym filmie ewidentnie widać, że Sono kręci po prostu za dużo filmów (pozazdrościł Miike?). "Gwiazda szeptów" robi na mnie wrażenie pewnej prowizorki, taniości. Co gorsza, skądinąd zabawny pomysł, żeby statek kosmiczny wyglądał jak mieszkanie, nie bawi mnie tak jak powinien, bo widziałem go już w nimieckiej produkcji na podstawie Lema: "Ijon Tichy gwiezdny podróżnik" (poza tym, oczywiście, wszystko pozostałe filmy różni, bo Sono nakręcił film poważny, a Niemcy komedię).

.

Mam chyba popsutą kasę fiskalną w oczach, bo to kolejny film, któremu zarzuca się taniość, a ja tego nie widzę (ostatnio Kasia wysuwała ten zarzut nowemu Konczałowskiemu). ;)

.

No nie żartuj - efekty specjalne są jak z lat 70.tych. Do tego dokrętka rzeczywistych plenerów z Fukushimy plus aktorzy-amatorzy. Ewidentnie film za 5 jenów ;) Przy czym ja mam nie tyle zarzut do budżetu (czy też nie tylko do budżetu), co do wszystkiego po trochę: scenariusza, reżyserii itp, wszystko to jest okej, ale nie miałem wrażenia obcowania z wielkim dziełem.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook