Nad pięknym modrym Dunajem
Z każdym filmem Kusturicy przekonuję się, że tworzy kino dla mnie. Jest dokładnie takie jakie lubię - niezwykłe. Nie sztuką jest opowiedzieć realistyczną historię, prawdziwy mistrz potrafi mówić o rzeczach nieprawdopodobnych w taki sposób, że widz wierzy bez zastrzeżeń, do reszty zostaje wciągnięty przez wykreowany świat. Jeżeli przy tym wszystkim dzieło tak niesamowicie śmieszy jak "Czarny kot, biały kot", to mamy do czynienia z arcydziełem. Tak jest właśnie w tym przypadku.

Który ojciec chrzestny bardziej Ci się podoba?
Znowu widzimy cygańską społeczność (podobnie jak w "Czasie Cyganów"), starego ojca chrzestnego mafii - Grga Pitića (bardzo ciekawa postać, jeżeli porównamy go do mafiosów Corleone), oraz jego przyjaciela Zarije, którego syn chce przeprowadzić nielegalny interes z benzyną, w czym ma mu pomóc Dadan, uzależniony od narkotyków mafioso. To rozpoczyna splot bardzo śmiesznych wydarzeń. Szkoda pisać coś więcej, bo fabuła jest szalona i bardzo nieprzewidywalna, po co mam psuć innym przyjemność?
Poprzednie filmy tego serbskiego autora były świetne wizualnie, genialne muzycznie, ale brakowało im błyskotliwego scenariusza (był zawsze bardzo dobry, ale zwykle czegoś mi brakowało). Wyraźnie widać było pójście w stronę natchnionych scen, a nie pedantycznego poukładania. Jak takie zapędy się kończą mogliśmy widzieć w "Afonii i pszczołach" Kolskiego, artysty w wielu kwestiach bardzo podobnego do Kusturicy. Tutaj wątki porządnie się domykają, a całość, mimo że pozornie chaotyczna jest bardzo przemyślana.
Muzyka jest ogromnym atutem tego filmu. Energetyczna, genialnie korespondująca z tym co widzimy na ekranie. Nadaje pogodny, radosny klimat. Motywem przewodnim jest "Bubamara", powracająca w różnych aranżacjach, śpiewana, grana na wielu instrumentach, oraz tylko na smyczkowych. Poza tym jest wiele innych utworów na czele z prześmiesznym "Pitbullem". Obawiałem się braku Bregovica, poniekąd słusznie, mimo że muzyka jest bardzo sympatyczna, wpadająca w ucho i pasująca do całości to jest to pewne obniżenie lotu.
"Czarny kot..." jest bogaty wizualnie, żadne tam minimalizmy, a prawdziwe rozpasanie. Kostiumy to festiwal kiczu, prosiaki zjadają samochody, gdzieś w tle wałęsa się stado gęsi, słońce odbija się w złotych okularach i nazębnych koronkach o tym samym kolorze. Wszystko rozgrywa się nad Dunajem, w bliżej nieokreślonym czasie, który nie ma najmniejszego znaczenia. Zamknięta społeczność Cyganów istnieje poza czasem, rządzi się swoimi, niezmiennymi prawami. Tym razem kontekst historyczny (bardzo ważny w Undergroundzie) nie ma najmniejszego znaczenia.
Najlepszy film Kusturicy powstał przypadkiem, reżyser miał zrobić dokument o muzykach występujących w "Undergroundzie". Z filmu dokumentalnego powstała jedna z najśmieszniejszych komedii jakie widziałem. Mistrzowskie dzieło, chciałbym zobaczyć takich więcej.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook