Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Filmowe rokokoko

Powoli zapoznaję się z klasyką kina, tym razem obejrzałem "Barry'ego Lyndona", mojego trzeciego Kubricka. W tym tempie zapoznam się z twórczością ważnych reżyserów dwudziestego wieku za jakieś 200 lat, ale warto przynajmniej próbować.

"Barry Lyndon" opowiada historię irlandzkiego młodzieńca bez tytułu i pieniędzy, ale z ambicjami. Chcącego żyć w luksusie i splendorze przy jak najmniejszym koszcie. Spokojne życie przy rodzinie wuja przerywa miłość do kuzynki, o której rękę ubiega się oficer angielskiej armii. Na skutek pojedynku z rzeczonym żołnierzem Barry musi opuścić dom. Tak rozpoczyna się jego przygoda - życie. Walczy w wojnie siedmioletniej, zawodowo oszukuje w karty, oczarowuje bogate damy. Jednym słowem, zaczyna prowadzić światowe życie, za które film tak pokochał wiek osiemnasty.

Wybór epoki tym razem nie oznacza, że opowieść ginie pod natłokiem pałaców, sal balowych. krynolin, gorsetów, bucików i salonowych piesków. Kubrick zachował umiar, może dlatego że użyto, przynajmniej w niektórych wypadkach, oryginalnych strojów z epoki, przez co uniknięto przesady w tej kwestii. Reżyser nie stworzył własnej, sztucznej wersji osiemnastego stulecia, ale przełożył na taśmę filmową wizerunek pozostawiony przez ówczesnych literatów i malarzy.

Historia została opowiedziana w iście sielankowy sposób. Z głównego bohatera jest kawał drania, ale jego poczynania pokazane są w tak subtelny, lekko ironiczny sposób, że nie da się go znienawidzić. Narracja jest niezwykle tradycyjna, film podzielono na dwie części rozpoczynające się planszami. Występuje narrator całkiem często dodający swoje trzy grosze, nie został sprowadzony tylko do roli konferansjera otwierającego przedstawienie i odsuwającego się .

Delikatność i wytworność sztuki rokoka znajdują tutaj swoje odbicie. Zamiast popsutych zębów, syfilisu, wesz (więcej nie wymieniam bo mi się niedobrze już robi) widzimy francuskie ogrody, wspaniałe pałace i piękne damy. Nawet wojna sprawia wrażenie uporządkowanej, a na pewno nie jest odrażającą walką. Żadnych ujęć pokazujących bebechy na wierzchu, otwarte złamania i krew. Żołnierze upadają pod ogniem nieprzyjaciela, ale nic więcej, nie spodziewajcie się żadnych naturalistycznych scen. Paradoksalnie nie postawiono na realizm, dbałość o szczegóły w pewnych kwestiach jest ogromna, ale ujęcie tematu pozostaje klasycznie milczące na pewne tematy.

Można zaobserwować wiele kadrów zainspirowanych rokokowym malarstwem. Pejzaże jak u Watteau, delikatne, o jasnych, pastelowych barwach, z subtelną grą światła. Natomiast bohaterowi wyglądają jakby wyjęto ich z portretów Gainsborougha. Zdjęcia do "Barry'ego Lyndona" wielu uważa za jedne z najlepszych w historii kina. Coś w tym jest, na pewno historia ich powstawania jest ciekawa. Stanley Kubrick nie chciał wykorzystywać sztucznego oświetlenia. By zarejestrować sceny rozgrywające się przy świecach zastosował soczewki wykonane dla NASA. Zdjęcia trwały trzysta dni w przeciągu dwóch lat, w pewnym momencie musiano przenieść je z Irlandii do Anglii z powodu zagrożenia zamachem na reżysera.

Ten film ma jedną wadę, jest zbyt delikatny, powolny, nastrojowy. Ciężko się skupić. Na pewno nie do oglądania późnym wieczorem. "Barry Lyndon" może się nie podobać, może nużyć, ale nie sposób go nie docenić.

doktor_pueblo doktor_pueblo

To świetny film, który dowodzi maestrii Kubricka, bo ogląda się go z zapartym tchem, mimo że historia nie jest szalenie porywająca, ani nowatorska. Tak jak napisałeś, to nie realistyczny obraz epoki, tylko odtworzenie jej na podstawie ówczesnej literatury i malarstwa. Wirtuozerskie.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook