your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Efektowne i efektywne

„Szpieg” pokazuje, że jeżeli chodzi o wiek aktorów występujących w filmach szpiegowskich w ostatnich latach to kino mocno się zestarzało. Na szczęście nie można tego powiedzieć o konwencji, co prawda tradycyjne szpiegostwo, nieodłącznie związane z wiekiem dwudziestym trąci już myszką. Co nie znaczy, że coś staroświeckiego nie może być atrakcyjne. Reżyser adaptacji powieści Johna Le Carré - Thomas Alfredson, odgrywa rolę sommeliera w eleganckiej restauracji, który serwuje wino ze znakomitego rocznika i trzeba nie mieć węchu by stwierdzić, że jego bukiet nie jest niezwykły.

W Cyrku ukrywa się kret, a George Smiley (w tej roli genialny Garry Oldman, niemal pewny oscar) za wszelką cenę stara się go odnaleźć. Tak najlapidarniej da się opowiedzieć o fabule „Szpiega”. Cyrkiem jest MI6, oddział brytyjskiego wywiadu zajmujący się sprawami zewnętrznymi. Kret to podwójny agent, przekazujący informacje przeciwnikowi. Podejrzanymi są ludzie kierującymi poszczególnymi działami, którym zmarły szef MI6 nadał kryptonimy, są to, występujący w oryginalnym tytule, Druciarz, Krawiec, Żołnierz. Kto jest zdrajcą, a kogo niewinnie się podejrzewa? Atmosfera filmu jest niezwykle gęsta, wzajemna podejrzliwość, nieustające poczucie zagrożenia i tego, że wróg widzi i wie wszystko to ogromne atuty tego dzieła.

Rok 2011 można obwołać filmowym rokiem agenta w wieku przedemerytalnym. Najpierw na Warszawskim Festiwalu Filmowym można było obejrzeć „Ósmą stronę”, na dniach do kin wejdzie, pokazywany w Wenecji, „Szpieg”. Obydwa filmy dostarczają materiału do przemyśleń. Pierwszy nadaje się do poseansowych rozważań, ze względu na współczesną, bardzo aktualną tematykę. Drugi angażuje umysł w trakcie oglądania, co jest wartością samą w sobie. Nieczęsto zdarza się obraz, który sprawia, że widz poszukuje rozwiązania zagadki ramię w ramię z bohaterem. Dzieło potrafiące sprawić, iż odbiorca zaczyna kombinować jak przechytrzyć twórcę, a temu udaje się wyprzedzać każdy ruch bezsprzecznie zasługuje na oklaski, a nie mam wątpliwości, iż to był taki przypadek.

W „Szpiegu” wszystko jest na swoim miejscu, nie ma tu ani jednej niepotrzebnej sceny, nieodpowiednio dobranego utworu w soundtracku (znalazło się nawet miejsce dla kapitalnego wykonania Międzynarodówki przez członków MI6), kiepskiej roli aktorskiej, dłużyzn. Film Alfredsona to zegarmistrzowska robota, wszystkie elementy filmu zazębiają się tworząc perfekcyjny mechanizm mający na celu zaangażowanie widza, sprawienie, iż ten nie będzie mógł się od niego oderwać. To jeden z najlepiej zrobionych filmów jakie pojawiły się w ostatnich latach (w tym roku chyba tylko „Skóra, w której żyję” prezentowała podobny poziom realizacji). Za to należy się uznanie tym większe, że dzieło twórcy "Pozwól mi wejść" nie musiało się ratować ładnymi zdjęciami, czy efektowną muzyką, scenariusz broni się sam.

„Szpieg”, mimo że pozbawiony klimatycznego tytułu (gdzie się podział druciarz, krawiec i żołnierz?) to wciąż kawał wyśmienitej historii, do tego podanej w taki sposób, że tylko najgorsi malkontenci mogą narzekać. Nie jest łatwo zrobić w dzisiejszych czasach film szpiegowski bez wybuchów i efektownych pościgów (kto to zechce obejrzeć?), jednak okazuje się, że w dzisiejszym, zinformatyzowanym świecie agent wywiadu może być bliski ludziom. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że informacja jest niezwykle cennym towarem, więc potrzeba nam takich bohaterów jak Goerge Smiley - dwudziestowiecznych Zuckerbergów, równie skutecznych, ale z kręgosłupem moralnym.

PS Szkoda, że Esme jednak nie mogła pójść na pokaz prasowy tego filmu, przynajmniej byłaby jakaś porządna recenzja, a tak jest to co jest.

Dla mnie sam zysk. Przyjemność z oglądania, bo oczywiście się na to wybiorę, minus obowiązek męczenia się nad recenzją. ;) I proszę nie deprecjonować własnej roboty, co za straszny zwyczaj...

Tak coś podejrzewałam, że to będzie dobry film.

.

Dobry film szpiegowski z Garym Oldmanem? Aquilla jest zaintrygowana. Swoją drogą, czy to nie jest spopularyzowany ostatnio przez True Grit gatunek "weźmy coś, co już pokazało swoją wartość i zróbmy po swojemu"? Pytam, bo podczas szperania po IMDB wykopałam to: http://www.imdb.com/title/tt0080297/

.

"Międzynarodówka" za mną teraz chodzi. :)

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook