Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Dorastanie wśród demonów

Zawsze czekam na animacje, uwielbiam tę formę kina, pozwala na całkowitą dowolność, tylko w niej autor ma pełnię władzy nad materią. Fakt, że twórcy z tej wolności rzadko korzystają nie potrafi mnie zrazić. „List do Momo” był jednym z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Jak wyszło? Bardzo dobrze, jednak ten obraz pozostawia spory niedosyt.

Momo straciła ojca, nie wiemy dokładnie co się stało, poznajemy ją gdy wraz z matką wprowadza się do starego domu należącego do jej rodziny. Szybko zauważa dziwne rzeczy, zaczyna dostrzegać zjawy. Niestety nie mają one wiele wspólnego z miłym puchatym Totoro, zarówno pod względem wyglądu (najmilszy potrafi chyba polizać swój pępek), ani jeżeli chodzi o charakter (są wiecznie głodne i kradną wszystko co się da). Momo ma jeden skarb, niedokończony list, który jej ojciec zaczął pisać do niej tuż przed śmiercią. Nurtuje ją pytanie co on chciał powiedzieć. Dziewczynka musi się odnaleźć w nowym miejscu problemem polega na tym, iż jest rozbita psychicznie po zgonie taty, oraz widzi zjawy, które mieszkają na jej poddaszu. Normalne życie w takich warunkach nie jest łatwe. Nowe miejsce, nowi ludzie i nieludzie, nowe zasady. Momo będzie musiała przejść przyspieszony kurs dorosłości by poradzić sobie z tym wszystkim.

Największą zaletą „Listu do Momo” jest kreska, ten obraz został przepięknie narysowany. Gdy fabuła czasem tkwiła na mieliznach nie mogłem się nudzić, warstwa wizualna jest znakomita. Każdy detal jest starannie przemyślany, a styl jest złotym środkiem między europejską, bardziej realistyczną szkołą rysowania, a przejaskrawieniami rodem z anime. W czasach gdy tradycyjne techniki są na wagę złota nie sposób tego nie docenić. Czy to oznacza, że ten film ma szansę konkurować z animacjami komputerowymi? Pod względem komercyjnym na pewno nie, film Hiroyuki Okiura nie idzie na łatwiznę, nie sili się na zakamuflowany, niewidoczny dla dzieci dowcip i beznadziejne piosenki o świecących tyłkach (nie wybaczę tego polskiemu oddziałowi Disneya). Humor jest obecny, jednak bardziej niż zwykle delikatny. Sama historia jest niezwykle klasyczna, w niczym nie przypomina popularnych ostatnio postmodernistycznych animowanych kolaży.

„List do Momo” mocno nawiązuje do animacji studia Ghibli, można powiedzieć, że to „Mój przyjaciel Totoro” w nowej wersji. Główną bohaterką jest dziewczynka, spotyka dziwne, fantastyczne stworzenia, ma chorą matkę i mieszka tylko z jednym rodzicem. Mało tego, część elementów jest ewidentnie powtórzona, chociażby duchowy pojazd, który w klasyku Ghibli był kotobusem, a tutaj przedziwną, bezładną mieszaniną mieszkańców zaświatów.
List do Momo nie zachwyca, nie wiadomo w sumie dlaczego, przecież ma wszystko co powinien mieć dobry film: porządną, chociaż może nieco zbyt sentymentalną historię, sympatyczną bohaterkę, oraz element niesamowitości. Co jest nie tak? Przedstawioną opowieść można by spokojnie skrócić o pół godziny, szkoda też, że jest taki wtórny, skoro nawet ja, osoba na anime zupełnie się nieznająca, jest w stanie to stwierdzić. Nie da się jednak filmowi Hiroyuki Okiura odmówić uroku, wydaje mi się, że ten obraz może znaleźć sporą liczbę zwolenników, mimo wszystko to niebanalna opowieść o dorastaniu i radzeniu sobie ze śmiercią najbliższej osoby. Gdybym był młodszy pewnie zachwyciłbym się, mam nadzieję, że dzieciom obecnym na sali spodobał się bardziej niż mi. Jeżeli tak było jest jeszcze nadzieja, że na 37. WFFie też będzie można obejrzeć klasyczną animację.

dasm dasm

Dzięki wielkie za recenzję. Dodałem do listy oczekujących, bo pomimo fragmentów o znużeniu, całość bardzo mnie zainteresowała.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook