Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Afrykamera - podsumowanie

Warszawska edycja AfryKamery już się skończyła, repliki jeszcze trwają. Myślę, że mogę już pokusić się na małe podsumowanie, czyli kto dostał Zebrę i dlaczego nie powinien, oraz zbiorczo co się Inheracilowi podobało bardziej, a co mniej. Wszystkiego nie widziałem, ale się trochę teraz powymądrzam ;)

Na początku chciałbym przeprosić za żenująco niski poziom moich notek (będzie jeszcze jedna, może dwie), cóż, nie potrafię pisać inaczej. O Afryce, zwłaszcza filmowej, też wiedziałem niewiele (teraz jest trochę lepiej), więc pisałem recenzje z głębin swej ignorancji.

Zebrę jury otrzymał "Atleta", (nie wiem czy mogę to napisać, informacja nie pojawiła się ani na stronie AfryKamery, ani na facebooku) to wybór zachowawczy i nie będę ukrywał, że dla mnie nie jest najlepszym filmem tej edycji. Moim faworytem było "Przede wszystkim życie", dużo bardziej uniwersalna, humanistyczna opowieść. Chociaż trzeba przyznać, że zwycięzca bardziej pasuje do myśli przewodniej. Etiopskie dzieło sprawia wrażenie bardzo atrakcyjnego popisu montażystów, a dopiero na dalszym planie aktorów. Może i się nie znam, pardon, na pewno się nie znam, ale dobre poprowadzenie aktorów jest trudniejsze niż właściwe użycie materiałów archiwalnych. Paradoksalnie, największa zaleta "Atlety" okazuje się też jego wadą.

Jedna Zebra wybrana, teraz pozostało mi czekać na wyniki głosowania widzów, ciekawe czy filmy, które mnie się najbardziej spodobały zostały podobnie odebrane przez większość.

Mam wątpliwości co do samego konkursu, nagroda jest wybierana spośród wszystkich pełnometrażowych filmów fabularnych. Z góry było wiadomo, że Nollywood, albo Ghana (przy takim układzie jak był) nie ma najmniejszych szans. Po co udawać? Wiem, że ma to głównie wymiar symboliczny, ale gdyby w konkursie brały udział zamiast dwunastu, cztery, ale dobre, artystyczne produkcje, byłoby lepiej niż tak jak jest. Przy tym łatwiej by było osobom niezorientowanym w temacie wyłapać filmy dojrzalsze, resztę pozostawiając tym, co szukają czegoś nowego, a nie dobrego.

Dla mnie odkryciem festiwalu było kino z RPA, ten kraj zaprezentował się najlepiej, jego kinematografia okazała się najbardziej różnorodna i, subiektywnie, to stamtąd pochodziły najlepsze filmy. Na Afrykamerze można było obejrzeć takie dzieła jak "Life, Above All" (dramat obyczajowy), "Sweetheart" (science-fiction), "Karoo" (żonglerka gatunkami), "Serce łowcy" i "Surfując w Soweto" (dokumenty). Wszystko dobre i warte uwagi. Nawet gdy nie były bardzo interesujące np. "W nagrodę", to warstwa techniczna wynagradzała niedostatki.

Najgorszym filmem festiwalu była "Elmina", do dziś nie wiem jak dałem radę obejrzeć to do końca. Straszliwa telenowela, tylko ściśnięta do 104 minut. Podręcznikowy przykład jak nie pisać dialogów, nie ma tutaj chwili ciszy (dobrze, jest jedna). Bez przerwy ktoś coś mówi. Widz zostaje zmuszony do podziwiania kipiących emocjami dialogów o maśle, które się skończyło. Zatrudnienie białego aktora do odegrania roli rodowitego Ghańczyka nie wystarczy by był to dobry film. Może i nie zrozumiałem przesłania, ale poza poznaniem wytworu innej kultury "Elmina" nie niesie żadnych specjalnych wartości.

Na AfryKamerze dowiedziałem się, iż złe aktorstwo może być zaletą filmu. Mowa o "Inale", która obiektywnie jest złym filmem. Nie mam zamiaru twierdzić inaczej. Co zrobić jak zachwyca? Zdaje się, że Fellini pracując nad "Satyriconem" początkowo chciał by konsekwentnie zła gra aktorska funkcjonowała jako element widowiska. Z czymś takim mamy do czynienia w tym wypadku.

Organizacyjnie nie było źle. Co prawda część seansów odbywała się z opóźnieniem, ale nie był to czas zmarnowany czekając przeczytałem półtorej książki. By być w pełni uczciwym muszę napisać, iż i tak byłem zwykle 20 minut przed filmem. Chciałbym podziękować wolontariuszom, naprawdę miła ekipa (może ktoś to przeczyta ;P). Różnego rodzaju problemy z filmami (zanotowałem 3, w tym jeden mało istotny) nie były aż tak bardzo uciążliwe.

AfryKamera była pierwszym festiwalem w którym uczestniczyłem w większym stopniu. Było bardzo fajnie, obejrzałem sporo wartościowych filmów i trochę się dowiedziałem o Afryce. Kończę tę najbardziej patetyczną notkę jaką napisałem, bo jak tak dalej pójdzie to chyba zacznę dziękować motorniczym pociągów, którymi dojeżdżałem ;)

inheracil Krzysztof Osica

Esme Esme

Skoro już tak wszyscy dziękujemy, to ja podziękuję za kawał porządnej roboty w zakresie relacjonowania Arfykamery. :)

I proszę bez wygłupów w stylu przepraszania za własne notki. To mnie obraża, bo czytałam je z przyjemnością, a kto z przyjemnością czyta kiepskie relacje? Oczywiście jakieś bezguście. ;)

.

Pstepien Pstepien

Inheracil: Zgodzę się, że 4 filmy 'mainstreamowe' były pro forma w konkursie, choć "Inale" nawet się pojawił w rozmowie... Więc w rzeczywiście mówimy o 8 filmach. Nie bed dyskutowac o decyzji Jury, ale jedna osoba bardzo mocno chciała "Pegaz", a nie chciała "Atlety". Tylko we Wroclawiu mozliwosc obejrzenia tego filmu, choc poznij pokazany bedzie tez w Zwierzyncu na Letnij Akademii FIlmu, gdzie bedzie przeglad kina z Magrebu.

.

habdank habdank

Czy ja mam tylko wrażenie, czy na replikach, w szczególności krakowskiej, nie pokazują wszystkich filmów? Nie widziałem w programie ani 'Elminy' ani 'Przede wszystkim życie', ani 'Serce łowcy'... Czyli, jakby to powiedzieć, najciekawszych nie ma?

.

Pstepien Pstepien

Pełny program jest tylko w Warszawie. W innych miastach jest okrojony program. Nie powiedziałbym, że najciekawszych nie ma... W Krakowie nie pokazano de facto dosłownie 6-7 filmów (z pamieci Elmina, Przede wszystkim życie, Serce lowcy, Pegaz, Krzyczący mężczyzna, Figurka). Kraków ma mimo wszystko najpełniejszy program ze wszystkich pozostalych miast.

.

habdank habdank

No jeśli łącznie pełnometrażowych w Krakowie jest 11-12, z czego 4 dokumenty, czyli zostaje 8 fabularnych, to liczba 6-7 filmów (w czym 3-4 z nich były bardzo żywo komentowane, wręcz oceniane jako najciekawsze) to praktycznie drugie tyle! I to w dodatku to lepsze drugie! Czuję się ograbiony;)

.

Pstepien Pstepien

Hej :)

Gwoli ścisłości: W Krakowie jest 15 pokazów, w Warszawie było bodajze 22.

Na 13 pełnych metraży 8 jest pokazywanych w Krakowie. Dwa to Nollywood i Ghallywood, czyli Figurka i Elmina (komentowany tu na filmaster jako film najgorszy :D).

Do tego zabrakło "Krzyczacy mezczyzna" (pokazy tylko w Warszawie), "Pegaz" (Warszawa i Wrocław) oraz "Przede wszystkim życie" (Warszawa i Poznań). Rzeczywiście trzy wartosciowe filmy, ale nie da się kupić prawa na tak głośne filmy na pokazy w 5 miastach przy naszym budżecie. W dodatku kopie 35mm "Przede wszystkim życie" musiałem odesłać do innego festiwalu zanim rozpoczęły się pokazy w Krakowie... pierwotnie był planowany pokaz 30 maja. Wlasciciel "Krzyczącego..." odmówił nam mozliwosci pokazu "Krzyczącego..." poza Warszawą.

Mam nadzieje, ze ktos zrecenzuje "Pegaza", bo szkoda, zeby przeszedł film bez echa. Choc powiem szczerze pogubilem sie w tym filmie i musialbym chyba jeszcze z dwa razy obejrzec, zeby historię w pełni zrozumiec.

Za dużo gadam 'od środka'? :D

.

habdank habdank

Odpowiadając najpierw na ostatnie pytanie: w żadnym wypadku. Takie wieści "od środka" są bardzo cenne i rzucają światło na mechanizmy rządzące festiwalami w ogóle. Teraz już rozumiem, dlaczego nie zobaczę tych filmów i jest mi trochę mniej żal, albo raczej: nie mam już żalu ;)

Elminy nie żałuję, ale Figurkę chętnie bym zobaczył, skoro jest to najlepszy horror z Nollywoodu :-) Uwielbiam wprost takie dziwaczne horrory.

Ale tych 13 pełnych metraży to ja się w Krakowie nie doliczyłem. Chyba, że liczymy Pocztówki jako pełny metraż :-)

Mniejsza z tym, nie chciałem, żebyście odnieśli wrażenie, że stawiam to jako zarzut pod kątem festiwalu - przeciwnie, cieszę się, że miałem okazję brać w nim udział, fajnie, że w Krakowie też się odbywa, a to, że żałuję tych czterech filmów, to tylko dowód na to, jak bardzo mi się podobało :-)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

@Habdank: nie narzekaj, we Wrocławiu jest wszystkiego 9 projekcji, z tego 2 to zestawy krótkometrażówek.

@Pstepien: skoro zostaliśmy tak we Wrocławiu wyróżnieni tym Pegazem, to obiecuję, że w niedzielę pójdę, obejrzę i zrecenzuję :)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Ech, dałem ciała z Afrrykamerą w tym roku. Jakkolwiek absurdalnie to nie zabrzmi, nie dotarłem w niedzielę na żadną projekcję (w tym na Pegaza na 20), bo zaspałem... :(

.

Pstepien Pstepien

Hehe :) Film generalnie miał średnie oceny, ale też był dosyc cięzkim i niejednoznacznym kinem.

Jedyną recenzję filmu jaką znalazłem to tu:
http://www.krytykapolityczna.pl/Serwiskulturalny/MajmurekKinoAfryki/menuid-1.html

"Cały film utrzymany jest zresztą w formie marzenia, czy raczej koszmaru sennego, halucynacyjnego, onirycznego filmu grozy. Jak to czasami bywa z ekranowymi obrazami onirycznej rzeczywistości, film Mouftakira nie unika pretensjonalności czy nawet kiczu. Ale mimo wszystko broni się jako artystycznie ambitne kino gatunku, dotykające w fascynujący sposób sytuacji kobiet we współczesnym Maroku."

---

Z mojej strony załuję, że nie pokazałem 3 filmów na tegorocznej AfryKamerze:

1) Rewelacyjnie "Viva Riva!" z Konga, który puka do drzwi Scorsese. Nie jest to kina artystyczne, ale jako kino gatunku wyśmienity gangsterski film z Hong Kongu. Najbardziej profesjonalny film rozrywkowy z Afryki, jaki kiedykolwiek widziałem. Wystarczy powiedzieć, że ma już dystrybutora w ponad 20 krajach światach (w tym USA, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Kanada).

2) "Czarna Wenus" - film i tak wejdzie do polskiej dystrybucji (dzięki Against Gravity), ale premierę będzie miał na jednym z duzych festiwali wakacyjnych. Podejrzewam, że na ENH. Film może nie wybitny, a reżyser tunezyjskiego pochodzenia Kechiche zrobił film, który nie pozostawia obojetnym. Tylko czy ponad 160 minut scen poniżania jednej kobiety nie dało się jednak skondensować? Kechiche ma na pewno lepsze filmy w dorobku, jak choćby rewelacyjny zdobywca Cezara, a prawie nieznany w Polsce, "Sekret ziarna".

3) Eksperymentalny dokument "The Nine Muses" w reżyserii Ghanijczyka John Akomfrah. Film jak dla mnie wybitny - afrykański reżyser nie tylko nikogo nie naśladuje, ale proponuje totalne innowacyjne środki wyrazu i opowiadania. Zaproponował coś nowego i to na poziomie przewyższającym tego co jest standardem w Europie czy w USA. Arcydzieło gatunku, aczkolwiek tylko dla bardzo wymagającej publiki (w filmie nic się nie dzieje przez 90 minut, a jest kolażem poezji, muzyki i obrazu). Film wykupił duży polski festiwal wakacyjny :) Nie powiem jaki, bo nie wiem czy mi wolno.

.

Esme Esme

Widziałam "Viva Riva!" na Berlinale. Faktycznie zrealizowany dobrze i ciekawy ze względu na realia, ale ma swoje wady, przede wszystkim dość absurdalną fabułę i do Scorsese bym jednak nie porównywała. ;)

.

Pstepien Pstepien

Akurat absurdalna fabuła mi nie przeszkadza (choć moim zdaniem mocno przesadzasz, bo film dużo bardziej realistyczny od kina azjatyckiego czy tego co robi Scorsese ostatnimi czasy), inaczej nie byłbym wielkim fanem kina sensacyjnego z Hong Kongu :) Liczy się klimat, a ten jest super. Jak też pisałem nie jest to kino artystyczne, ale czysto rozrywkowe. A takiej jakości jak Viva Riva! w kinie afrykańskim jeszcze nie widziałem (pomijam RPA i filmy jak Jerusalema).

p.s. Pomijam, że uważam Scorsese za mocno przereklamowanego, a jego nazwisko użyłem bardziej jako słowo-wytrych :) Widziałem lepsze filmy gatunku w ostatnich latach (głownie z Hong Kongu i z Korei), ale osobiście Viva Riva jest lepszym filmem od mocno naciąganej i zwalonej w koncowce "Infiltracji" czy męczących "Gangów Nowego Jorku".

.

Esme Esme

@Pstepien Chcesz powiedzieć, że w Kinszasie faktycznie można spotkać kogoś takiego, jak ten ubrany w biały garnitur gangster? Przecież on jest jak wyjęty z jakiegoś pastiszu. :) Zgadzam się, że klimat jest unikalny a realia oddane zapewne bardzo wiernie i "Viva Riva!" z pewnością byłby ozdobą Afrykamery. Ale jeśli chodzi o jakość scenariusza, to pozostanę przy swoim.

Nie jestem specjalnym koneserem kina sensacyjnego, więc nie mam legitymizacji żeby się wykłócać (ale będę wdzięczna za kilka sugestii, co warto zobaczyć!). "Infiltracja" mi się podobała (może zmienię zdanie jak obejrzę wreszcie "Infernal Affairs") i uważam, że jest lepsza od "Viva Riva!", który też ma swoją dziwaczną końcówkę. :) Co do "Gangów" to uważam ten film za wpadkę reżysera, który na ogół wykazuje się świetnym wyczuciem języka kina.

.

Pstepien Pstepien

Esme: Nie wiem czy w Kinszasie, bo nie byłem, ale dosyć dużo podobnie ubranych ludzi w RPA :) Na marginesie to wyraźny hołd do nurtu blaxploitation. Generalnie myślę, że czepianie się 'braku realizmu' w filmach tego typu jest bezcelowe, bo jest w tym jakiś eskapizm (choć przy użyciu języka przemocy).

Końcówka "Infiltracji" totalnie mnie odrzuca, tym bardziej, ze wyraźnie lepsze zakończenie miał "Infernal Affairs". Infiltracja jest OK, ale ten koniec po prostu jest dla mnie żenującą wpadką Scorsese. Końcówka "Viva Riva!" tak nie razi, może dlatego, że nie jest na siłę doczepiona (jak w "Infiltracji") i w jakieś mierze jest konsekwentna z resztą filmu. A "Viva Riva!" wolę po prostu dlatego, że ma jaja, a "Infiltracja" nie ma żadnych.

Ogólnie mam dystans do Scorsese od początku XXI wieku. Jedynie "Wyspa tajemnic" jakoś mi weszła, ale też bez rewelacji. "Awiator" był dla mnie katorgą, "Gangi..." stratą czasu, a "Infiltracją" trawestacją dobrego materiału źródłowego.

Ujmę to też inaczej: Djo Munga (reż. Viva Riva!) ma najlepsze przed sobą (pamiętać trzeba, że to jego debiut). Scorsese już wyraźnie jest w fazie schyłku kariery, choć gala oskarowa sugerowałaby inaczej...

.

Esme Esme

A możliwe też, że nie zaczaiłam fazy. :) Ale jednak co innego realizm lub jego brak, a co innego zwykły bałagan. Do tej pory nie mam np. pojęcia, jaką rolę w filmie pełniło spotkanie z rodzicami Rivy - był tam jakiś wątek brata, ale zupełnie nierozwinięty. Ten fragment nie wnosił nic do akcji i trochę mnie zbił z tropu.

Jeśli chodzi o jaja (znów niezupełnie mój obszar kompetencji), to wydaje mi się, że skoro Nicholson wniósł do "Infiltracji" swoje, i to samo uczynili Dropkick Murphys, to w zupełności wystarczy, żeby powiedzieć, że jest ich w tym filmie chociaż trochę. :) W każdym razie definitywnie zaczynam się bardziej starać, by obejrzeć "Infernal...".

Ale jeśli chodzi o finalny wniosek, to w sumie się zgadzam. Wątpię, żeby Scorsese nakręcił jeszcze jakieś arcydzieło, a na Mungę trzeba w przyszłości uważać.

.

Pstepien Pstepien

Nickolson dla mnie też się skończył :) Jego Frank Costello totalnie mi się nie podobał, a Nickolson od dwudziestu lat odgrywa te same postacie, tylko ze zmiennym stopniem szaleństwa. Co na niego patrzę to widzę Jacka Torrance'a albo Randle'a z Lotu. Brakuje w tym świeżości i przydałby mu się porządny oddech od ról wariatów. Lubię go i szanuję jako aktora, ale brakuje mi czegoś nowego w jego grze aktorskiej.

Z "Infiltracji" podobał mi się wreszcie dojrzewający diCaprio oraz rewelacyjnie zagrany Mark Wahlberg (choć to jego postać niszczy ogólną ocenę tego filmu).

.

Esme Esme

Nicholson w ogóle mało ostatnio grywa. W XXI wieku zagrał w zaledwie 8 filmach i akurat jeden z nich, "Schmidt" mogę polecić w ramach oddechu, bo Jack gra tam amerykańskiego emeryta rozliczającego się z życiem. A więc żadnych "Here's Johnny!". :)

A Costello, stary satyr i morderca, bardzo mi się podobał, nawet jeśli Nicholson to obleśnie stereotypowy wybór do tej roli. Di Caprio był wg mnie zawsze dobrym aktorem, tylko jego wczesne występy w "Romeo i Julii" i "Titanicu" sprawiły, że traktowano go pobłażliwie jako kolejne bożyszcze nastolatek w rodzaju Orlando Blooma.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Mi się jeszcze Nicholson ostatnimi czasy bardzo podobał w "Obietnicy" Penna z 2001 roku.

Tak naprawdę to nie ma co narzekać na role dla Nicholsona, jemu się przynajmniej w ostatnim czasie kilka ciekawych trafiło; prawdziwa tragedia to to, co się stało z de Niro i Pacino.

.

Esme Esme

No tak, trochę ich żal. Chociaż Pacino w czymś ciekawym jeszcze grywa - słyszałam dobre opinie o "Kupcu weneckim". A De Niro jako paprotka też potrafi pokazać co umie. Był fajny w Maczecie i Gwiezdnym pyle.

.

Pstepien Pstepien

Hehe... rzeczywiscie najfajniejsze role ma De Niro w paprotkach :) "Obietnicę" mam na liście do obejrzenia, a pomimo moich uwag ogladam wszystkie mozliwe filmy z Nickolsonem, choć w "Infiltracji" bardzo mi się nie podobał.

Generalnie często wolę filmy gangsterskie spoza USA, bo nie mamy w kółko tych samych aktorów i te same twarze, a juz samo to jest wielką wartością, bo odgrywana postać nie niesie ze sobą brzemienia poprzednich ról, ktorych aktor zagrał.

DiCaprio - też uważam, że zawsze był dobrym aktorem, ale powiem szczerze dopiero w "Infiltracji" udało mi się zostawić wizerunek wiecznego dzieciaka... Tym niemniej dużo lepszym dla mnie aktorem jest Joseph Gordon-Levitt... ale to tak w kontekście "Incepcja" i kto powinien być głównym bohaterem filmu :D

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

No ja właśnie lubię dziwne filmy, więc tym bardziej żałuję przegapienia "Pegaza" (na szczęście trwający drugi dzień kac, jest dla mnie dobrą lekcją na przyszłość, żeby jednak kończyć picie przed 10 rano, więc za rok powinno być lepiej ;))

Z pozostałych 3 wymienionych filmów najciekawiej brzmi dla mnie "The Nine Muses". Mam nadzieję, że tym dużym festiwalem jest ENH, bo mam już karnet :) Natomiast filmy Kechiche, dzięki uznanemu nazwisku zawsze jednak łatwiej gdzieś namierzyć. "Tajemnicę ziarna" widziałem np. swego czasu na AleKino.

.

inheracil inheracil

@Pstepien - Czyli dobrze, że wygrał "Atleta", bo inaczej musiałbym kręcić dlaczego nie widziałem zwycięzcy.

@Esme - Dziękuję, ale to po prostu trzeźwa ocena własnych możliwości. Chociaż wcale nie chciałbym Cię obrażać ;)

.

habdank habdank

Na początku chciałbym przeprosić za żenująco niski poziom moich notek (będzie jeszcze jedna, może dwie), cóż, nie potrafię pisać inaczej. O Afryce, zwłaszcza filmowej, też wiedziałem niewiele (teraz jest trochę lepiej), więc pisałem recenzje z głębin swej ignorancji.

@inheracil: Nie tylko Esme poczuła się dotknięta. Powiedz mi teraz - jak w tym świetle ja mam się czuć? Jeśli Twoje notki mają żenująco niski poziom, to moje w ogóle nie powinny były powstać... W ogóle nie szanujesz demokratycznej idei Filmastera, ot co! ;)

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook